Spojrzenie na maraton kobiecy 46 lat temu
46 lat temu na łamach czasopisma „Lekkoatletyka” ukazał się tekst autorstwa Henryka Paskala pt. „To dopiero początek – w szybkim tempie rozwija się kobiecy maraton”. Aktualny prezes Polskiego Stowarzyszenia Biegów, a wówczas 31-letni zawodnik i jedyny maratoński statystyk w Polsce wziął pod lupę rozwój maratonu kobiet na świecie.
Dodajmy, że było to zaledwie 12 lat po samowolnym i wówczas nieuprawnionym starcie Kathrin Switzer w Maratonie Bostońskim. Czas zatem niedługi, ale wystarczający żeby wprawny obserwator lekkiej atletyki mógł zauważyć pewne trendy zmierzające do dysponowania w sporcie kobiet dokładnie tym samym zakresem możliwości co w przypadku mężczyzn. Sam autor tekstu skupiał się nie tylko na rzeczach oczywistych, czyli na porównywaniu poziomu cech motorycznych kobiet i mężczyzn, ale na poszukiwaniach przyczyny różnicy tegoż poziomu:
„Rekordy sportowe kobiet zbliżają się coraz bardziej do rekordów męskich, maleją z biegiem lat różnice między wynikami osiąganymi przez kobiety i mężczyzn. Jak to się dzieje? […] Specjaliści stawiają hipotezę, że warunki biologiczne, które decydują o mniejszej sile kobiet mogą mieć charakter niejako wtórny i wynikać z czynników społecznych, wpływających na strukturę biologiczną człowieka. […] Przez całe tysiąclecia stosunki społeczne wyznaczały kobietom inny zakres działań, narzucały inny tryb życia niż mężczyznom. Stąd pytanie: czy społeczny podział ról męskich i kobiecych wynikał z faktu, że kobiety były fizycznie słabsze, czy też… stały się fizycznie słabsze skutkiem wielowiekowego wpływu owego podziału ról?”

Wanda Panfil – mistrzyni świata w maratonie z Tokio 1991
W dalszej części artykułu Henryk Paskal naświetlił plany wdrożenia maratonu na salony międzynarodowych imprez mistrzowskich. Plany, które wówczas wydawały się bardzo mgliste biorąc pod uwagę bardzo powolny proces poszerzania lekkoatletycznej oferty dla kobiet. Biorąc pod uwagę fakt, że ówcześnie najdłuższym, oficjalnym dystansem było 1500m, maraton wydawał się zupełnie odległą galaktyką. A jednak panie zaczęły słusznie ubiegać się o miejsce w obszarach do tamtej pory zarezerwowanych tylko dla mężczyzn.

Aleksandra Lisowska – mistrzyni Europy w maratonie z Monachium 2022 (fot. Michał Panfil)
,,Obecnie trwają już pertraktacje, ażeby rozgrywać na igrzyskach dystans 3000m. Decyzja taka jeszcze nie zapadała, a już jest nowa propozycja, żeby w programie igrzysk olimpijskich figurował maraton kobiet! Sprawa w tej chwili budzi wiele wątpliwości i kontrowersji. Ale przy rosnącej z roku na rok popularności biegu maratońskiego wśród kobiet należy przypuszczać, że doczekamy chwili, kiedy panie również będą walczyły na najdłuższym dystansie olimpijskim” – wspominał Paskal.
Dalej – przeanalizował tabelę najlepszych pięćdziesięciu zawodniczek w historii:
Najlepsze zawodniczki na świecie w historii maratonu. Stan na dzień 31.12.1978:
1. 2:32:29 Grete Waitz 53 (NOR) – Nowy Jork 1978
2. 2:34:47 Christa Vahlensieck 49 (RFN) – Berlin 1977
3. 2:35:15 Chantal Langlace 55 (FRA) – Oyarzun 1977
4. 2:36:23 Julia Brown 55 (USA) – Eugene 1978
5. 2:37:57 Kim Merritt 55 (USA) – Eugene 1977
6. 2:38:09 Manuela Angenvoorth 46 (RFN) – Berlin 1977
7. 2:38:19 Jacqueline Hansen 48 (USA) – Eugene 1975
8. 2:39:11 Michiko Gorman 35 (USA) – Nowy Jork 1976
9. 2:41:31 Patti Lyons 53 (USA) – Eugene 1978
10. 2:41:55 Martha Cooksey 54 (USA) – Nowy Jork 1978
…
16. 2:45:15 Ingrid Christensen 56 (NOR) – Trondheim 1977
49. 2:51:37 Kathrine Switzer 47 (USA) – Boston 1975
„W tabeli prym wiodą zawodniczki USA. Supremacja Amerykanek jest tutaj przygniatająca (34 zawodniczki w zestawieniu 50 najlepszych na świecie. Warto dodać, że 66% wyników tego zestawienia zostało uzyskanych w latach 1977-78. […] W ciągu ostatnich dwóch lat organizowane są biegi maratońskie, w których startuje wyłącznie płeć piękna, liczba startujących kobiet jest bardzo duża, np.: w zorganizowanym przez Kathrin Switzer maratonie dla kobiet w miejscowości Avon startowało 186 zawodniczek.”
Na powyższej liście znalazły się dwie z najwybitniejszych maratonek w historii – Grete Waitz i Ingrid Kristiansen. Ta druga co prawda jeszcze z nazwiskiem… panieńskim – Christensen. Waitz już 5 lat po publikacji tekstu Henryka Paskala doprowadziła rekord świata do poziomu 2:25:27, a po kolejnych dwóch sezonach rekordzistką była Kristiansen z fenomenalnym wynikiem 2:21:06, którego przez 13 lat nie mogła poprawić żadna zawodniczka.
Na koniec autor podsumowywał i prognozował:
„W chwili obecnej między wynikiem Australijczyka Dereka Claytona 2:08:33, a rezultatem Grety Waitz 2:32:29 różnica wynosi 23 minuty i 56 sekund. Nie będzie jednak wielkim zaskoczeniem jeżeli pojawi się jakaś rewelacyjna pani „Clayton”, która przebiegnie 42.195, poniżej 2:20.”
Co prawda na czas poniżej 2:20 trzeba było czekać ponad 20 lat, ale wspomniana już Kristiansen zbliżyła się do tej bariery zaledwie 7 lat po publikacji tekstu.
46 lat później różnica między rekordem męskim a żeńskim to tylko 11 minut i 15 sekund (odnosząc się do wyniku Tigst Assefy 2:11:53 ze względu na duże prawdopodobieństwo anulowania rezultatu Ruth Chepngetich w związku z podejrzeniem o doping). Panie poczyniły nadzwyczajne postępy i zapewne pierwszy „czysty” wynik poniżej 2:10 jest tylko kwestią czasu. Dziś można się tylko uśmiechnąć czytając o dużej frekwencji 186 zawodniczek w Avon kiedy w japońskiej Nagoi maraton tylko dla kobiet kończy 15 tysięcy maratonek.
Polski maraton właśnie za sprawą kobiet ma swoje miejsce w historii światowego maratoningu. Mistrzostwo świata Wandy Panfil, jej wygrane w Londynie, Bostonie i Nowym Jorku, triumf Małgorzaty Sobańskiej w Londynie i wreszcie ostatnimi czasy mistrzostwo Europy Aleksandry Lisowskiej.
Kłaniamy się nisko drogie panie!
W tekście wykorzystano oryginalne fragmenty Artykułu Henryka Paskala z czasopisma „Lekkoatletyka” nr 4 (276) 1979

